sobota, 6 kwietnia 2013

springbreak, bitch. springbreak forever

Miałam gromadzić wszystkie brudy z tygodnia i pod jego koniec pozbywać się ich małymi splunięciami, ale w zasadzie to nie ma o czym mówić. Dwa dni spędzone na uczelni, z czego jeden przełomowy, bowiem w trakcie zamartwiania się o swoje życie, odnalazłam jego sens. Zawsze wiedziałam, że zostałam stworzona do wyższych celów. Już teraz wiem, że nie ma potrzeby ciągle rozmyślać o tym, jak sobie poradzę. Przecież wiem, że dam radę. Udawało mi się to do tej pory. I jeżeli moja determinacja mi na to pozwoli, osiągnę swój cel.
A teraz meritum.
Wyjeżdżam z tego pięknego kraju. Spokojnie, jeszcze nie teraz i nie na zawsze, ale wyjeżdżam. Robię moje BA i wylatuję do Londynu szukać szczęścia. Potrzebuję go bardzo.

Spring Breakers - jestem na nie. Ale pośmiałam się z głupoty tego filmu.

Na koniec coś zabawnego - po internetach krąży filmik, w którym mówię o wódce i generalnie złe rzeczy o Polsce. Ale tylko te naprawdę złe. Uprzedzam, że jest lekko żenujący, ale jeśli się Wam uda go znaleźć... winszuję i brawka duże

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz