Tyle niewykorzystanych szans za mną i jeszcze tyle możliwości, o których powodzenie szczególnie się obawiam. Nie podoba mi się to, że tutaj, w okolicach mostka, znajduje się ten splot nerwów, które powodują to nieprzyjemne uczucie ucisku. Cały ciężar świata spoczywa na mojej klatce piersiowej. I do tego jeszcze to niepokojące bulgotanie pod żebrami. Marszczę brwi i zaciskam zęby. Nieświadomie.
Dosyć o strasznym bólu świata, czas na przyjemniejsze chwile z mego życia. Wierzcie mi lubi nie, ale zdarzają się nawet często.
Wczoraj miałam przyjemność odwiedzić Łąkę, a w niej Agę, której uprzednie zaproszenie na urodzinową popijawę bardzo mnie ucieszyło, bo tradycyjnie, nie miałam planów na weekend. Prezent idealny na wszelkie okazje, który spodoba się każdemu - voucher do kina. I nie, wcale nie robię tutaj reklamy Heliosowi, który rozprowadza takie vouchery o różnych typach i atrakcyjnych cenach, a dodatkowo - zapakowuje w uroczą kopertę, dzięki której klient nie musi martwić się o dalsze jej dekorowanie. I taki oto prezent wręczyłam Adze, ponieważ była to moja pierwsza myśl, a pierwsze myśli zawsze są najlepsze. Powoli ujawnia się u mnie skrzywienie zawodowe. Wracając jednak do Łąki - z perspektywy kościoła, pod którym polecono mi wysiąść (i nie przegapiłam przystanku dzięki uprzejmości pana kierowcy z MKSu 238), wieś całkiem normalna. Dookoła chałupy, błoto i więcej chałup. Zmarzłam dość, oczekując na kogoś, kto odebrałby mnie z przystanku. Jak tu się dziwić, w końcu ubrałam się jak na majówkę. Głupia ja. Na szczęście, po niedługim czasie nadszedł mój komitet powitalny, który trochę mnie speszył, bo zdałam sobie sprawę z tego, że prawie nikogo nie znam. Kiedyś, w bardzo zamierzchłych czasach, byłam towarzyska i zjednywałam sobie ludzi już przy pierwszym powitaniu. Now I'm just a heck of a socially awkward weirdo. No ale po kilku głębszych i innych takich każdy jest duszą towarzystwa, więc nie czekałam zbyt długo, by się napić i szczególnie nie odmawiałam. Nie będę wymieniać wszystkich po kolei, ale dziewczyny, które poznałam, były bardzo miłe i przyjemnie spędzało się czas. Nauczyłam się grać w Sapera. Tak. Wyobraźcie sobie, że do wczoraj nie wiedziałam, że w tej grze używa się jakiegoś systemu. Przez całe dotychczasowe życie myślałam, że należy klikać w przypadkowe kwadraciki, licząc na szczęście. I nauczyłam się grać kilka nowych akordów na gitarze. Bo niby czemu nie, prawda? I nawet do tej pory je pamiętam. I nawet zamówiłam nowe struny przez Allegro, które swoją drogą strollowało mnie, nie wysyłając numeru konta bankowego sprzedawcy. Dlaczego mi to robisz, ty głupi serwisie aukcyjny. Przecież wiesz, że nie lubię wdawać się w interakcję ze sprzedającymi. FML.
Ach, no właśnie. Tak, mam gitarę. Wstyd się przyznać, ale leży już od jakichś sześciu lat taka opuszczona, pozbawiona strun, a ja guzik umiem na niej grać. Mój słomiany zapał do wszystkiego.
Wieczór, a także noc upłynęły na śpiewaniu piosenek, piciu wina, jedzeniu i opowiadaniu ciekawych historii wziętych z życia. Kiedyś opowiem Wam swoją, niezwykle interesującą. Nie jestem party-harderem. Ale to chyba już wiecie.
Co poza tym? Mam głos godny podziwu. To cudownie usłyszeć to od kogoś nowopoznanego. Zwłaszcza, że śpiewak ze mnie raczej prysznicowy.
Nie lubicie, gdy to robię i pewnie większość z Was za chwilę będzie chciała urwać mi główkę, ale....
RESOVIA - ZAKSA 3:0 !111!1!!!!!11!!!!1 MISTRZ POLSKI ZOSTAJE W RZESZOWIE.
Jutro ostatni raz, panowie #GoResovia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz